poniedziałek, 13 maja 2019

Dzień dziecka

Tydzień minął bardzo szybko, dlatego czas na kolejnego posta :-). Na początek małe podsumowania:

#fitgeekmama (bo to chyba najciekawsze ;-))
Dzięki temu, że piszę o tym wszystkim mam dodatkową motywację. Obejrzałam cały drugi sezon "Opowieści podręcznej" i chociaż uważam, że w paru momentach był przesadzony i przekombinowany to mimo wszystko jest wart obejrzenia. Dla mnie był bardzo emocjonujący. Teraz szukam czegoś nowego. "Orange is the new black" oglądam, ale jakoś tak bez przekonania. Może tym razem jakieś anime?
Co do książek to jeszcze nie przeczytałam "Bum". Jednak już widzę, że nie przebije mojej ulubionej książki "Obfite piersi, pełne biodra" tego samego autora, którą bardzo polecam. 
A teraz najważniejsze ;-)
Udało mi się schudnąć 2 kg. Jest to wynik zadowalający, więc nie poddaję się. Czy podjadałam podczas tego tygodnia? Oczywiście, że tak. Kiedy dziecko wkłada Ci żelka do buzi to go jesz. Tak naprawdę nie dlatego, że musisz tylko masz ochotę, bo po prostu lubisz. Sama szukałam czegoś do przekąszenia, ale tutaj już się hamowałam ;-). Na pewno za mało się ruszałam, ale i na to mam wytłumaczenie ;-) jednak będę starała się to zmienić. Dużą rolę ma tutaj pogoda, ponieważ z 7miesięcznym bobasem nie będę wychodzić kiedy jest zimno, pada deszcz i wieje. Rowerek i orbitrek stoją, ale jakoś mnie jeszcze nie przekonują. Jak gdzieś pójdę (czy za jakiś czas pobiegnę) to będę musiała wrócić, a tak w domu to może przerwać w każdym momencie. Dzisiaj niestety też pogoda nie zachęca. Jedyne, co mogę zrobić to wsiąść w samochód i pojechać do sklepu po fit zakupy na resztę tygodnia ;-). Będąc na diecie szukam ciekawych przepisów, bo jedzenie w kółko tego samego może jest wygodne, ale wcale nie ciekawe. Jak się odchudzać to kreatywnie ;-). Dlatego chcę Wam polecić przepis na FIT RACUCHY Na początku dodałam do nich trochę miodu, nie potrzebnie, są wystarczająco słodkie. Z łyżką jogurtu naturalnego dla przełamania smaku są przepyszne. Idealne na śniadanie. A Wy macie jakieś sprawdzone przepisy?
Myślę, że warto podzielić sobie dietę na cele krótko i długo dystansowe. Moim celem jest Runmageddon, ale to jeszcze długo. Dlatego teraz ustaliliśmy z mężem, że kiedy schudniemy po 10 kg pójdziemy z dzieciakami na basen. Cel bliższy do zrealizowania i jest się dla kogo starać. Zwłaszcza, że Żubrzyś-Miś (maluch) jeszcze nie był :-)

Dzień Dziecka
1 czerwca zbliża się wielkimi krokami. Lubię zaplanowane i przemyślane zakupy. Staram się żeby prezenty były dobrane do obdarowywanej osoby. Moje dzieciaki mają córcia prawie 3 lata, a synek 7 miesięcy. O ile dla malucha zabawki na razie nie są najważniejsze, tak dla starszej już coś trzeba pomyśleć. Wymyśliłam stojący sygnalizator świetlny. Już widzę tę zabawę na dworze ;-). Nie chcę kolejnej zabawki, czy książki (chociaż książek nigdy dość) i jednego i drugiego jest dużo, a tak będzie miała mnóstwo frajdy ;-) Myślę jeszcze o jakimś wypadzie do sali zabaw, czy sali do skakania :-) A Wy, co kupujecie, gdzie jedziecie ? Szukam pomysłów i inspiracji.

Skarby na półkach
Gotując często potrzebuje różnych przypraw. Okazuje się, że bazylia, pietruszka, mięta, to składniki, które występują w prawie każdym przepisie. Dlatego postanowiłam (już uświadomiłam męża ;-)), że potrzebuję w kuchni półki z świeżymi ziołami. Czy znacie jakieś oryginalne pomysły na doniczki? Nie chcę po prostu iść do sklepu i kupić parę plastikowych. Chciałabym dać tym roślinkom doniczki z odrobiną optymizmu :-)Na pewno podzielę się rezultatem na INSTAGRAMIE

Książki
Mo Yan będzie musiał poczekać. Dzisiaj przyjdzie mi masa książek do recenzji. Dodatkowo są jeszcze książki, które chciałabym przeczytać, a jak nie zrobię tego teraz to później zapomnę. Muszę zacząć robić jakąś listę, bo tych książek jest naprawdę za dużo i choć statystycznie wagowo nadal są we mnie dwie osoby to jedna z nich chyba nie lubi książek i czytać muszę sama ;-)

poniedziałek, 6 maja 2019

#fitgeekmama

Dzisiaj będzie bardzo ważny dla mnie wpis. Wspominałam już o tym w zeszłym tygodniu. Od dzisiaj tj. o6.o5.2o19 startuję z projektem #fitgeekmama. Postanowiłam, że daję sobie rok żeby zrzucić zbędne kilogramy i nabrać formy, ale po kolei.
Statystycznie rzecz ujmując mogłabym się podzielić na dwie osoby (kilogramowo) i żadna z tych osób nie miałaby niedowagi. Jestem gruba, nie ma co ukrywać. Nigdy nie byłam chuda, byłam raczej normalna, a potem to już równia pochyła, mało ruchu, słodycze w dużych ilościach i tak dalej. Można wymieniać co zrobiłam albo czego nie zrobiłam doprowadzając się do obecnego stanu. Czy żałuję? oczywiście, że nie. Jadłam smacznie, spałam lekko. Jednak wiem, że taka nadwaga nie jest dla mnie dobra. Nie ma co płakać nad rozlanym kakałkiem ;-). Końcówka poprzedniego roku uświadomiła mi jak wiele jestem w stanie znieść i wytrzymać (nie było to nic przyjemnego). Dlatego biorę się ostro do roboty. Żadne postanowienia noworoczne, czy posty, nic z tych rzeczy, dieta, ćwiczenia i zajęcia z dzieciakami na dworze. Myślę, że najlepiej jest postawić sobie jakiś cel i do niego dążyć. Moim celem jest... wystartowanie w RUNMAGEDDONIE w 2020 roku. Jest to ekstremalny bieg z przeszkodami. Trzeba się wspinać, czołgać, skakać i wiele innych, wymagających kondycji rzeczy. Zrobienie tego teraz skutkowałoby tylko masą kontuzji, więc chcę się przygotować. Nie robię tego sama. Mój mąż startował już parę razy. Jednak tak jak ja, zasiedział się ostatnio na fotelu przy komputerze. Dlatego zaczynamy działać razem :-)
Od dzisiaj, codziennie na moim INSTAGRAMIE będę relacjonować to jak się przygotowuję. Na razie cel jest jeden. Schudnąć parę kilogramów (dieta i rowerek) aby w późniejszym etapie móc budować formę na RUNMAGEDDON.




Tyle słowem wstępu na temat fit ;-). Teraz słów kilka o geek :-). 

Nasze czasy pozwalają oglądać co i kiedy się chce. Dzięki dwóch platformom z filmami i serialami moje jeżdżenie na rowerku wcale nie będzie nudne. Mam do nadrobienia drugi sezon "Opowieści podręcznej" , ponieważ zapowiedzieli już trzeci sezon. Czytałam książkę i pierwszy sezon bardzo mi się podobał, podobno kolejny jest gorszy, ale nie wyobrażam sobie nie do oglądania tej historii. Całość dostępna jest na HBO Go. Dodatkowo oglądam jeszcze (myślę, że trzeba sobie zmieniać żeby się nie nudzić ;-) "Orange is the new black" dostępny na Netflixie. Jest co robić, nie ma co ;-). Dochodzą jeszcze książki, które czytam sobie i dzieciom. Ja aktualnie czytam "Bum" Mo Yana. Jest to jeden z moich ulubionych autorów, ale szerzej rozpisze się o nim jak skończę czytać :-). A dzieciakom to różnie, ostatnio przepadają za "Snów kolorowych placu budowy" Sherri Duskey Rinker. Jak się okazuje ciekawa pozycja nie tylko dla chłopców, ponieważ moja córka ją bardzo lubi i chętnie do niej wraca. Dodatkowo jest jeszcze "Ostry dyżur w szpitalu u zwierząt", o którym też szczegółowo opowiem później. Więc jest co robić.
Jeśli wystarczy mi czasu, a zapowiada się go nie wiele ;-). Być może zrealizuję jeszcze jedno małe marzenie... i nauczę się grać w LoLa ale to już na samym końcu, ma najmniejszy priorytet.

mama chyba nie trzeba tłumaczyć ;-)

A więc do dzieła! O pierwszych efektach napisze za tydzień.







x

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Jedna z moich ulubionych książek

Każdy kto lubi czytać ma również swoje ulubione pozycje. Nie chcę sie zastanawiać dlaczego mi najczęściej przypadają do gustu książki o opisach makabrycznych, wręcz groteskowych, ale tak już jest i koniec ;-) Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić książkę trochę starszą, ale wartą uwagi.






Przenajświętsza Rzeczpospolita

Obrazoburcza, obrzydliwa, ociekająca różnymi płynami. Skrajnie prawdziwa, podchodzi pod fantastykę. Wciąga, pochłania, skłania do refleksji. Taka jest "Przenajświętsza Rzeczpospolita".
Jacek Piekara jest znanym polskim autorem fantasy. Ma na swoim koncie znakomitą trylogię o pewnym inkwizytorze. Nie dziwi więc kolejne dzieło o tematyce religijnej, na które wskazuje tytuł. Jednak "Przenajświętsza Rzeczpospolita" to nie tylko opowieść o kraju zdominowanym przez jedną religię. To historia upadku człowieczeństwa, zwrotach w dobrym kierunku i wyborach jakie każdego dnia podejmuje jednostka w oparciu o określoną sytuację.
"Przenajświętsza Rzeczpospolita" opowiada o alternatywnej rzeczywistości, w której władzę w naszym kraju sprawuje Kościół Katolicki. Oczywiście formalnie jest prezydent, sejm, jednostki administracji publicznej. Jednak nic nie dzieje się bez zgody i wiedzy Kościoła. Oczywiście wszystkie instytuacje rządzą się swoimi prawami, jednak w rzeczywistości każdy robi to co chce. Wystarczy tylko zająć odpowiednie stanowisko. W tym świecie można bardzo szybko stać się osobą ważną. Jednak z tą samą szybkością można wszystko stracić. Osoby na wysokich stanowiskach za nic mają zwykłych obywateli. No może jedynie za środek do celu. Przez co społeczeństwo jest zastraszone i bez chęci polepszenia swojego statusu życiowego. Antykoncepcja i aborcja jest całkowicie zakazana. Dzięki temu szerzy się podziemię aborcyjne. Urzędnicy cywilni mogą być w każdej chwili zostać zdegradowani przez proboszcza i wysłani na Śląsk. Zachodnio- południowa część kraju została zaadaptowana na obozy reedukacyjne, których nikt nie kontroluje i która mają własny system administracyjny. Większość dóbr narodowych została wyprzedana. Korupcja nie jest niczym złym, tylko zwykłą codziennością. Świat dookoła rónież stanął na głowie. Rosją rządzi mafia. Z wielkiego kolosa pozostał rozgrabiony kraj, który nie ma za co ani jak się rozwijać. Francja należy do muzułmanów, którzy z Katedry Noter Dame zrobili meczet. Japonia desperacko i za wszelką cenę szuka różnych surowców, ponieważ sama ich nie ma. Ogólnie świat staje na głowie i przyzwyczaja się do odwotnego punktu widzenia.
"Przenajświętsza Rzeczpospolita" nie jest lekturą przyjemną jak romans Nicolasa Sparksa. Jest raczej lepką, obrzydliwą z odrobiną makabry, historią, którą jest dość rzeczywista. Przeraża fakt tego, jak niewiele brakuje nam aby stać się taką Przenajświętsza Rzeczpospolitą. Jednak w tym przypadku to same zalety, ponieważ cukierowy, prosty świat nie współgrałby z taką fabułą, którą przedstawia nam autor. Są postacie, które swoją postawą skłaniają do refleksji nad sobą i światem. Ich imiona przdstawiają połączenie staropolskich z jakimiś przymiotami. Mamy np. Amalryka Dymałę, czy poetę Atlasa Symbola. Wszystkie te postacie pozostawiają po sobie charakterystyczne miejsce w pamięci. Dzięki ich niezwykłych, chociaż dość popularnych imionach i nazwiskach, pamięta się ich wyczyny i przygody bardzo długo. Jacek Piekara napisał sceny, które na długo zapadają w pamięci. Jednak są również takie, które pomimo szczegółowego opisu są nie do wyobrażenia, ponieważ wykraczają poza granicę brutalności i posiadają w sobie jedynie pierwotne okrucieństwo.
"Przenajświętsza Rzeczpospolita" to jedna z niewielu książek, po którą sięgnełam więcej niż raz. Pomimo dużego upływu czasu, jakieś fragmenty zostały w mojej głowie. Nie wiem , czy będę po nią sięgać kolejny raz, ale na pewno będę szczerze zachęcać tych, którzy w ogóle tego nie zrobili. Jest to tytuł, który powinien się znaleść u każdego Polaka mającego rezerwę do otaczającego świata i własne zdanie na temat tego, co może, mogło i stało się w naszym kraju.

Książka z NAJwyższej półki!

Można ją kupić TUTAJ 

W przyszłym tygodniu mam zamiar zaprezentować Wam mój projekt fit-geek mama. Będzie się działo ;-)!

środa, 17 kwietnia 2019

poezja współczesna

Chwilę mnie nie było, mały poślizg, ponieważ przed świętami mam sporo na głowie (jak każdy ;-)). Dlatego dzisiaj trochę refleksji, na nadchodzący czas :-). Nie jestem romantyczką. Nie lubię głupkowatych komedii o absurdalnej fabule (oczywiście z happy endem), nie lubię okazywać uczuć publicznie, ponieważ mnie to krępuje, nie lubię też książek z gatunku harlekinów, co za tym idzie, nie przepadam za wierszami. Oczywiście teraz bardzo uogólniam, ponieważ są oczywiście fajne romantyczne filmy, książki, czy wiersze, ale ogólnie tematyka miłosna owszem, jak najbardziej ale dla nastolatek ;-) potem się już wyrasta z idealizowanej miłości. 
Dlatego dzisiaj mam dla Was coś wyjątkowego, co zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. 


Każdy dorosły lubi przez chwilę poczuć się dzieckiem. Jednak z reklam mówi o "dziecięcej radości". Wszystko dlatego, że najmłodsi lubią się śmiać do łez, nie myśląc o trudach dnia codziennego. Rachunkach, spotkaniach, obowiązkach. Dzieci po prostu korzystają z tego, co mają i cieszą się tym całym swoim działem. Dlatego wiele firm stara się abyśmy poczuli się jak dzieci, beztrosko szczęśliwi,wymyślając nowe "niezbędne" dla takiego stanu rzeczy. Bardzo trudno spotkać teraz wiersze, które są po prostu zabawą, która skłania do refleksji, a nie głęboką, ciężką poezją niczym u Norwida. Dlatego tak miło zaskoczyłam się tą książką.

Wiersze dla dzieci 30 + to zbiór porad i anegdot życiowych stworzonych przez dr. Grzegorza Nawrota i Jacka Teodorczyka. Zabawa językiem, rytmem, wieloznaczność to coś, co charakteryzuje tę książkę. Ciekawe porównania życia, porady niczym z pism kobiecych epatują humorem i dystansem. Książka podzielona jest na rozdziały o różnej tematyce. Mamy tutaj dwadzieścia jeden wierszy. Jedne mówią o dzieciństwie, inne o życiu, kobiecie, miłości, ego. O wszystkim, co dotyczy dojrzałych, trzydziestoletnich dzieci.

Bardzo podobają mi się połączenia tematyki jakie zastosował autor, np mitologii i chrześcijaństwem, przykładem może być tutaj fragment wiersza "Raj": "Może i dałbym/ale nie tobie./Nad Styksem masz młyn./ Idź z Panem Bogiem." lub wprowadzenie pewnego rytuału do przepisu na kluski leniwe. Wszystko to sprawia, że książka "Wiersze dla dzieci 30 +" może służyć do wielokrotnego użytku, ponieważ wielowarstwowość tej poezji pozwala, przy każdym pionowym czytaniu, znaleźć coś nowego.

Grafika i czcionka również sprawiają, że ta pozycja jest bardzo interesująca. Okładka przedstawiająca dwóch mężczyzn w zwierzęcych maskach, tył książki, na którym znajduje się głowa owcy, psa i gęsi, osadzonych na ludzkich tułowiach. Dodatkowo wiersz będący wyzwaniem dla czytelników. Uproszczona grafika i stonowane barwy. W środku wcale nie jest nudniej. Wyraziste kolory tła, na których wydrukowane zostały wiersze. Ilu stacje, które dopełniają obrazu w sposób jasny, dowcipny i przyciągający oko. Wszystko to sprawia, że nie da się oprzeć tej książce. Pole jakie zostawiają nam autorzy, pozwala w interesujący sposób budować to, czego fundamenty nam zostawili.

Bardzo często jestem sceptycznie nastawiona do wierszy. Boję się ich wieloznaczności. Nie chcę źle odczytać tego, co autor miał na myśli. Co innego, kiedy twórca wierszy sam zostawia otwartą furtkę i daje pełne pole do popisu swoim czytelnikom. Wtedy zabawa jest naprawdę dobra. Wiadomo, że nie każdy wiersz będzie naszym ulubionym, czy zapadnie nam w pamięci. Jednak jestem pewna, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i twórczo spędzi czas, który zaowocuje refleksją nad własną rzeczywistością.

Uważam, że "Wiersze dla Dzieci 30+" to przyjemna lektura wymagająca od nas własnej interpretacji. Autorzy celowo stawiają nas w roli interpretatorów, ponieważ każdy ma własny obraz rzeczywistości. To, co zobaczymy w tych wierszach zależy tylko od nas. Ja odkryłam humor, refleksję i niesamowite połączenia. Dlatego jestem usatysfakcjonowana lekturą. Jednak może ktoś znajdzie tu coś innego. Bardzo polecam wszystkim mniej i bardziej kreatywnym, ponieważ "Wiersze dla Dzieci 30+" to doskonały sposób na rozruszanie szarych komórek i świetnie spędzony czas z szeroko rozumianą kulturą.

Moja ocena: książka z wysokiej półki.

Książkę można kupić TUTAJ

Może jakiś konkurs? Jeśli będzie duże zainteresowanie to mam parę ciekawych nagród :-)

niedziela, 7 kwietnia 2019

Przyjaźni z czasów Neapolu.

Nie samymi książkami i dziećmi człowiek żyje ;-). Obecne czasy i internet umożliwiają nam oglądanie filmów i seriali na życzenie. Kiedy i co chcemy, stare i nowe. Korzystam z tych dobrodziejstw regularnie. Internet to źródło inspiracji i możliwości. Jestem dość czynnym użytkownikiem, czego przykładem może być ten blog ;-). Dlatego zaskoczyło mnie to, że wcześniej nie wpadłam na to, co chciałam Wam dzisiaj opisać. Nie zawsze mam czas czytać to, co chcę. Nie nadążam za wszystkimi nowościami, bo i te starsze leżą i czekają. Słyszałam gdzieś, że co 6 minut powstaje nowa książka. Odejmując od tej puli poradniki, biografie nastoletnich gwiazd, czy harlekiny, to i tak za dużo żeby przeczytać wszystko, co by się chciało. Dlatego dzisiaj przedstawię Wam adaptację książki Eleny Ferrante "Genialna Przyjaciółka", którą zajęli się twórcy HBO
Historia o przyjaźni, trudach życia w powojennym Neapolu i dorastaniu. Widziałam trailer. Bardzo mnie zainteresował. Od razu przyszła mi na myśl "Złodziejka Książek" Markusa Zusaka. Klimat podobny. Świat, w którym ludzie poznali czym jest okrucieństwo wojny i nie mogą sobie pozwolić nie tylko na luksusy tj. choćby samochód, ale i na wymyślanie, na jakie danie mają ochotę  -wegetariańskie, bez glutenu, czy z ziarnami niesamowicie rzadkiej rośliny z końca świata. To rzeczywistość, gdzie nie ma czasu na fanaberie. Świat się skończył. Wielu ludzi zginęło, a dookoła panuje bieda. Bardzo realistyczny obraz tego, co działo się po wojnie na przedmieściach Neapolu.
Główna bohaterka Elena Greco, to bardzo inteligentna dziewczynka, która ma szczęście i rodzice pozwalają jej na edukację wyżej niż szkoła podstawowa. Jej przyjaciółka Lila niestety nie dostąpiła tego zaszczytu, chociaż ma wszelkie predyspozycje by zostać uczoną. Nauka łaciny, czy innych przedmiotów przychodzi jej bardzo łatwo. Niestety, bieda, która panuje u niej w domu, niweczy wszelkie plany edukacyjne na przyszłość. Dziewczyna, chociaż bardzo inteligentna, uczy się sama, nie zdobywając przy tym żadnych stopni, czy potwierdzenia swojej wiedzy.
Elena, jako narratorka całej fabuły skupia się na przyjaźni z Lilą i otoczeniu, w którym dorasta. Przedstawia obraz tego, jak żyli ludzi po wojnie. Nie jest to obraz kojarzący się z pięknym i słonecznym Neapolem. Dookoła panuje bieda, tylko nieliczni (i to najczęściej za sprawą różnych szemranych interesów) są zamożni, a co za tym idzie szanowani lub wzbudzający strach. Świat, w którym bicie dzieci to nic złego i nikt nie zwraca na to uwagi, gdzie palenie papierosów jest dozwolone nawet kobietom w ciąży, a kobiety są skromne i chowają się w cieniu własnego męża. Chyba właśnie to mnie tak urzekło. Obraz, który przedstawia zupełnie coś innego, nic to do czego przywykliśmy. Surowy i brutalny. Naprawdę imponujący.
Jestem po obejrzeniu pierwszego sezonu. Mam nadzieję, że doczeka się kolejnych sezonów, ponieważ książek jest aż cztery!



Moja ocena: wysoka półka :-).
Pierwszy sezon do obejrzenia w HBO Go, a książka do kupienia TUTAJ
a cały pakiet TUTAJ

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

#niepełnoSPRAWNI

Lubię akcje społeczne, które mówią o ważnych rzeczach. Wspieranie, rozumienie, akceptowanie, wszystko to sprawia, że zawsze chętnie biorę w nich udział. Dzisiaj chciałabym napisać o bardzo kontrowersyjnym temacie - niepełnosprawności. Nie chcę zagłębiać się tutaj w kwestie aborcji, czy eutanazji. Chciałabym napisać o ludziach, którzy istnieją, żyją i kochają. 
Znam rodziców osób niepełnosprawnych. Wiem, że los ich bardzo doświadczył. Nie dlatego, że mają wyjątkowe dzieci, ale dlatego, że codziennie muszą zmagać się z większą ilością problemów niż rodzic w pełni sprawnych dzieci. Dlatego ten wpis poświęcam właśnie im. Chciałabym stworzyć coś, co będzie przypominało savoir-vivre i choć trochę ułatwi życie rodziców osób niepełnosprawnych. Zaznaczam od razu, że nie jestem w tej kwestii ekspertką, są to moje przemyślenia i obserwacje.

1. Akceptacja.
Każdy z nas rodzi się inny, nie chodzi nawet o niepełnosprawność, ale różni nas dosłownie wszystko, nawet bliźniacy są różni ;-). Więc dlaczego, kiedy przechodzi obok nas osoba z zespołem Downa, czy jeżdżąca na wózku gapimy się na nią jak wół w malowane wrota? Taki człowiek być może nawet tego nie zauważy, ale sprawiamy takim zachowaniem przykrość jej opiekunowi (rodzicom, dziadkom, rodzeństwu), ponieważ przez takie zachowanie tylko uwydatniamy to, że ktoś jest niepełnosprawny. Zaakceptujmy to, ze świat jest różnobarwny, a rozwój techniki nie służy tylko do tworzenia nowych smartphonów, ale i ułatwiania życia osobom z niepełnosprawnościami. Kiedyś będą mogły być na tyle samodzielne, że W OGÓLE nie będzie używać się słowa niepełnosprawny.

2. Wyśmiewanie.
Dzieci bywają okrutne, ale to dlatego, że widząc różnicę nie rozumieją jej. To od NAS, rodziców, zależy z jakim poziomem empatii dorasta nasze dziecko. Nie mówię żebyśmy byli wszyscy jak Matka Teresa z Kalkuty, ale nie dajmy się zwariować, odrobina pomocy, czy współczucia to zawsze dobry wstęp do czegoś większego. Dzieci potrafią wymyślać przykre przezwiska, bić się, obrażać, czasami nawet spiskować przeciwko sobie. Z tego, co jest mi wiadomo osoby z niepełnosprawnościami (nie ważne jakimi, umysłowymi, czy fizycznymi) odczuwają świat bardziej niż my. Dlatego NIE POTRAFIĄ zrozumieć dlaczego ktoś je krzywdzi. Oni NIE WIDZĄ swojej niepełnosprawności. Urodzili się tacy i inni nie będą.


3. Pokazywanie.
Skupiam się na dzieciach, ponieważ to One pokazują jakimi jesteśmy ludźmi. Jeśli widzą, że negatywnie podchodzimy do niepełnosprawności, w przyszłości też będą tak robić. Pokazujmy dzieciom, ze osoby niepełnosprawne są wartościowe. Tworzą pokonując różne przeciwności losu, więc od startu mają trudniej, ale się nie poddają. Czasami małe rzeczy sprawiają, że świat jest lepszy.

4. Nie bój się!
Osoba z niepełnosprawnością Cię nie ugryzie, nie zabije i... nie obrazi! Nie bójmy się takich osób, One potrzebują towarzystwa tak samo jak my, a nawet bardziej. I Bojąc się jej sprawiamy przykrość nie tylko jej, ale całemu jej otoczeniu, ponieważ tylko niewiedza i ignorancja sprawiają, ze boimy się tego, czego nie znamy.

5. Głupie pytania.
Ja wiem, że należy pytać, interesować się, dociekać, ale są pytanie z serii naprawdę głupich i bez sensu. Kierowane są one zazwyczaj do rodziców osób niepełnosprawnych, np:

- jakbyście wiedzieli to zrobilibyście aborcję?

-nie chce oddać Go/Jej do specjalnego ośrodka?

- może zróbcie sobie drugie(lub kolejne) normalne?

To tylko parę przykładów, ale idea jest jasna. PO CO rodzicom taki problem jak niepełnosprawne dziecko. SERIO? Może po prostu do kochania? Takie pytania się zdarzają i nie robią nic innego poza krzywdzeniem. Dlatego najpierw sami zadajmy sobie takie pytanie, w myślach, zastanówmy się, czy nie było by nam przykro, gdyby ktoś skierował je właśnie do nas. 

PODSUMOWANIE
Nie trzeba być specem od savoir-vivre żeby wiedzieć, ze empatia nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a potrzeba obcowania z drugim człowiekiem dotyczy nas wszystkich, a nie tylko specjalnej grupy. Więc... pootwierajmy trochę nasze okna i ułatwmy życie nie tylko sobie, ale i innym. To akurat NIC nie kosztuje! A dzięki temu świat może być trochę lepszy i przyjeźniejszy.

Wpis został napisany w ramach kampanii #niepełnoSPRAWNI.




poniedziałek, 25 marca 2019

Tym razem z innej półki ;-)

            Kochani, idzie wiosna. Słońce, spacery, randki, rowery ;-). Co za tym idzie, kobiety odsłaniają to i owo, chowamy grube zimowe ubrania i rozpuszczamy włosy na wietrze. Dzisiaj chciałam napisać coś o włosach. Nie jest to mój ulubiony temat. Moje włosy zawsze są związane, ale to z racji tego, że mam małe dzieci i nie chcę żeby przez przypadek któreś miało w buzi moje włosy. Dodatkowo nie lubię kiedy ktoś się bawi moimi włosami. A sama sobie nie potrafię zrobić nawet najprostszego warkocza.
            Dlaczego zdecydowałam się na taki temat? Bo włosy to też zapach. Wydaje mi się, że na czubku głowy zapachy utrzymują się dłużej niż na innych częściach ciała ;-). Pamiętam doskonale, kiedy w barach i restauracjach można było palić papierosy. Oprócz ubrań, które po wizycie w takim lokalu nadawały się jedynie do prania, pamiętam, że zawsze czekało mnie podwójne mycie głowy żeby zmyć zamach nikotyny. I tutaj dochodzę to głównego tematu :-) Maski do włosów.
            Jak już napisałam wcześniej nie znam się za bardzo na temacie. Szampony, odżywki i całą resztę produktów do włosów wybieram trochę na oślep. Jedyne, czym się kieruje to zapach, bo o skuteczności tych super, ultra, H2O produktach o włosach słyszy się dużo, ale czy naprawdę widać takie efekty jak w reklamie?
            Każdy ma takich zapach, który kojarzy mu się z dzieciństwem. Jakaś woń dawno zapomnianej potrawy, rośliny, przedmiotu, czy czegokolwiek innego. Takich zapachów może być więcej. Ulubione lody, zapach skończonej trawy na działce u dziadków, książka, na którą wylało się sok i pachniała drukiem malinowym itd. Dla mnie jednym z takim zapachów (i smaków) były cukierki mleczne o konsystencji żelko-krówki. Na pewno większość z Was je kojarzy. A kto nie, niech...
no właśnie. Powstała maska do włosów o takim zapachu. Więc kto chce sobie przypomnieć lub poznać taki zapach koniecznie spróbować tego kosmetyku (oczywiście powąchać, a nie jeść, chociaż pachnie naprawdę apetycznie ;-)).

Co do jej skuteczności... nie wiem czy działa, wydaje mi się, że moje włosy są gładsze i lepiej się je rozczesuje, ale to może być skutek tego, że są po prostu mokre ;-) ale zapach... nie dość, że jest niesamowicie przyjemny (dla mnie :-)) to jeszcze długo się utrzymuje na włosach. Słyszałam wiele razy, że bardzo ładnie pachną mi włosy, więc sądzę, że to dobra reklama :-)


Maska nie jest droga, bo za takie duże opakowanie płaci się jedynie ok 20 zł. Można ją kupić np. TUTAJ. Ja na pewno bardzo gorąco ją polecam :-)

Moja ocena: Najwyższa półka.

Dzień dziecka

Tydzień minął bardzo szybko, dlatego czas na kolejnego posta :-). Na początek małe podsumowania: #fitgeekmama (bo to chyba najciekawsze...